czwartek, 10 października 2013

Rozdział I




W nocy padał deszcz. Zmył większość smutku Justyny, pozostawiając jedynie melancholię. Rano świat znów mienił się w barwach zieleni zapowiadając kolejny upalny sierpniowy dzień.

Dziewczyna westchnęła, rozejrzała się po swoim pokoju i zerknąwszy na stos pudeł do rozpakowania opuściła ręce. Jednak zamiast wziąć się do pracy sięgnęła po albumy ze zdjęciami, ślady po jej dawnym życiu. Piętnaście lat. Wszystko i nic.

Niby czas od jej urodzenia do ostatnich dni przed wyjazdem, a tak naprawdę nic.

-Wszystko to bzdury.

-Gadasz ze sobą?- Do pokoju wszedł jej starszy brat, posyłając jej swój firmowy uśmiech.

-Debil.

-To ty ze sobą gadasz.- Ze śmiechem poczochrał ją po włosach i wyszedł z pokoju.

To wszystko nic, bo przecież przez te piętnaście lat nie była cały czas szczęśliwa. A jakoś albumy zawierały tylko radosne wspomnienia, jakby całe jej życie było pasmem radości. Jakby smutek był czymś złym…

Ale czy w życiu chodzi tylko o bycie szczęśliwym? Czy nie chodzi o odczuwanie całej gamy emocji? Smutku, złości, żalu, miłości i nienawiści? Aż wreszcie szczęścia, najzwyklejszego szczęścia.

Przecież przez te wszystkie lata zbliżała się też do brzydoty, biedy i okrucieństwa.

Chodziło jej o to by poznać wszystko, by po prostu żyć…

-Nadal zamulasz?

-Spadaj.

-Idź, przejdź się po osiedlu, tu wszystko zawsze jest jakieś inne. Może nawet lepsze.

-Byłeś już gdzieś?

-Jasne, będzie okej, zawsze to jakaś zmiana, nie? Uśmiechnij się.

Zmusiła się do uśmiechu, chociaż wyszedł z tego bardziej grymas. Ale zza uchylonego okna dolatywał zapach maciejki, który przypominał jej te beztroskie dzieciństwo. Może nie będzie tak źle. A może nawet lepiej. Zacznie żyć od nowa. Z nową etykietką, bez opinii na starcie.

Wyszła z domu i powolnym krokiem podążyła ku osiedlu. Wreszcie weszła na plac zabaw, na którym znajdował się staw. Wprawdzie huśtawka była mokra, ale i tak na niej usiadła. Zamknęła oczy, pozwalając ponieść się jej rytmowi. W górę i w dół, tak jak wtedy, gdy była małą dziewczynką. Wzloty i upadki. Życie to balansowanie na krawędzi między jednym a drugim. Szala wciąż się przesuwa na którąś ze stron.

Odkleiła od huśtawki liść i zerknęła na niego pod światło. Rozświetlone żyłki przypominały jej układ dróg, nowych dróg, które wciąż rozgałęziały się przed nią, a wśród nich była ta najważniejsza, jej życiowa.

Na plac ktoś wszedł, wyraźnie czuła czyjś wzrok na sobie. Podniosła głowę, szedł do niej jakiś chłopak.

-Justyna!

-Damian, jak ja dawno cię nie widziałam.

-Na długo przyjechałaś?- Przeczesał palcami krótkie włosy.

-Raczej tak- poczuła się mniej nieswojo, pomyślała, że będzie nieco mniej obca. Może Paweł miał rację i nie będzie aż tak źle.

-Do końca sierpnia będziesz tu siedzieć? Zajebiście, będzie tak jak kiedyś. Pamiętasz jak się szwendaliśmy bez celu, gdy byliśmy dzieciakami? Wszystko było cholernie proste.

-Tak…- westchnęła- wszystko było cholernie proste. Ale źle mnie zrozumiałeś, zostaję przynajmniej do końca czerwca.

-Coś się stało? Justyna, w chuj się pozmieniało, lat po przybywało, ale możesz mi powiedzieć.

-Tato nie żyje. Nie dalibyśmy rady się utrzymać, wynajęliśmy mieszkanie i przyjechaliśmy tutaj, zamieszkać u babci.

-Sorry, nie wiedziałem. Wiesz, że zawsze możesz do mnie wbić i pogadać czy co tam byś chciała?

-Wiem, Damian, wiem. I dziękuję.

Uśmiechnęła się do niego, ale po chwili jego wzrok już skierowany był ku furtce, przez którą wchodził szczupły blondyn.

-Stary, masz ogień?- Krzyknął.

-Mam.- Chłopak wyciągnął ku niemu zapalniczkę.

-Uratowałeś mnie.

-Maciek to jest Justyna, Justyna to jest Maciek- powiedział wydmuchując dym Damian.

-Miło. Daj mi dwa tygodnie- powiedział Maciek, a Justyna patrzyła raz na jednego, raz na drugiego nie rozumiejąc o co chodzi.

-Ogarnij się.

-Ty chcesz? Spoko.

-Spierdalaj, nawet moja cierpliwość się kiedyś kończy i zapewniam cię, że nie chcesz się o tym przekonać.

Dziewczyna patrzyła raz na jednego, a raz na drugiego nierozumiejącym wzrokiem.

-Chcesz?- Damian wyciągnął w jej stronę do połowy wypalonego papierosa.

Skinęła głową, właściwie czemu nie. Wciągnęła dym do płuc i się zakrztusiła. Chłopak tłumiąc śmiech zaczął klepać ją po plecach.

-Wiedziałem, że nie palisz. Nigdy nie wypaliłaś nawet jednego szluga, nie?

-Widać, że nie stąd.- Maciek z kpiącym uśmiechem obrzucił dziewczynę spojrzeniem od góry do dołu.

-Nie kazałem ci przypadkiem spierdalać?- wycedził przez zęby Damian.

-Bez nerwów, robi się.- Chłopak odwrócił się na pięcie i ruszył do wyjścia.

-Nie, nie paliłam.

-Daj, nauczę cię. Na początek wciągaj tak, jakbyś nabierała powietrza przed nurkowaniem i wypuszczasz.

Znowu zaczęła kasłać.

-Nie umiem.
- Wciągnij dym, przytrzymaj kilka sekund i odetchnij normalnie jak oddychasz, i go wypuść, ale nie połykaj- spojrzał na nią i uśmiechnął się.- Moja krew.
Usiadła koło niego na trawie i oparła się o niego plecami. Wszystko było jak kiedyś. Były wakacje, siedzieli razem i patrzyli w niebo. Chociaż równocześnie nic nie było takie jak dawniej… Byli starsi, bardziej przez życie doświadczeni, na swoje sposoby poranieni… Tylko stan w ich głowie był taki jak kiedyś.
-O czym myślisz?- spytała.
-O tym, że chciałbym tak siedzieć i łapać chwile ulotne jak ulotka…
-Ulotne chwile łapać jak fotka-uśmiechnęła się.-Właściwie dlaczego nie?

-Ależ owszem, czemu nie, Damianowi też coś od życia należy się. Ale wszystko ma swoje priorytety niestety, wady no i na szczęście też zalety. A ty, o czym myślałaś?

-O życiu, jego sensie. Wszystkim i niczym.

-Lubisz filozofować. Życie to nic innego jak balans na równoważni- smutek i szczęście. A sensem jest żyć przeciw wszystkiemu co chce nas pokonać…

-Poeta-roześmiała się.

3 komentarze:

  1. Nie chcę się czepiać, ale "-To ty ze sobą gadasz.- Ze śmiechem poczochrał ją po włosach i wyszedł z pokoju. " a potem nagle dziewczyna z kimś gada i ktoś może się uczepić... musisz dopisać, że ten brat ponownie wszedł do pokoju. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Niezłe :D Masz potencjał :*
    Czekam na next siostro :)

    OdpowiedzUsuń