niedziela, 20 października 2013

Rozdział II



Jasne promienie słońca wpadły przez zasłony do pokoju Justyny oznajmiając nowy dzień. Chociaż może czasami zdarzały jej się chwile pełne melancholii, a nawet zwątpienia to tego dnia wstała w wyjątkowo dobrym humorze. Zeszła do kuchni, gdzie już krzątała się jej babcia.
       -Zjadłabyś naleśników kochanie? Zawołaj Pawełka.
       W tym momencie do kuchni wszedł „Pawełek”, chłopak o wzrośnie nieco ponad metr dziewięćdziesiąt.
       -Cześć- powiedział zaspanym głosem, przeciągając się przy tym.
       -Hej. Nie słyszałam jak wczoraj wróciłeś. Wiecznie na przypale, braciszku.
       -Cii, był niezły balet u Damiana. Tylko teraz łeb mi pęka.
       -Kac morderca nie ma serca, co?- Próbowała ukryć zakłopotanie, nawet nie wiedziała, że Damian robi imprezę.
       -Proszę.-Babcia postawiła przed nimi talerz cudownie pachnących naleśników i wycofała się z kuchni.
       -Jaki znowu kac. A tak w ogóle widziałaś w te wakacje Wojtka?
       -Nie, jakoś tak się nie złożyło. W sumie to z Damianem albo nad stawem siedziałam albo gdzieś szliśmy.
       -Mówię ci, wrak człowieka. On się już stacza, skóra i kości. W sumie nie wiem co on ćpa, ale to go już wykańcza.
       Zapatrzyła się tępo w szklankę z sokiem. Wiedziała, że Wojtek eksperymentował, ale to było dawno, ona zapomniała… A z Damianem takich tematów nie poruszali.
       -Paweł, możesz mi powiedzieć jedno? Dlaczego?
       -Tyna, ja nie wiem. Marihuana nie uzależnia, ona tylko przyzwyczaja. Nawet nie wiesz kiedy staje się twoją przyjaciółką, siostrą, jedną z najlepszych rzeczy w twoim życiu. Wiesz, że poradzisz sobie bez niej, że możesz ją wyrzucić ze swojego życia, ale nie chcesz. Tylko potem ona może przestać wystarczać, pojawia się jakaś chęć spróbowania czegoś mocniejszego, bo co mnie nie zabije to mnie wzmocni.
       -Paweł, odpowiesz mi szczerze? A ty jarasz?
       -Wiesz, że zawsze cię uczyłem, żebyś nie zadawała pytań, na które nie chcesz znać odpowiedzi.-Na chwilę obydwoje zamilkli.-Damian prosił, żeby ci przekazać, żebyś przyszła nad staw.
       Zostawiła jedzenie i wybiegła z domu, starając się zostawić za sobą wszystkie emocje.
Już tam był, czasami odnosiła wrażenie, że nic innego nie robił, tylko był i czekał.
       -Siemanko, wcześnie wstałaś. Mam dla ciebie niespodziankę, chodź.-Chwycił ją za rękę i zaczął prowadzić w stronę krzaków, gdzie stał imponujący motor.
       -Ty w ogóle umiesz tym jeździć? Zastanów się trochę.
       -Umiem kocie, chodź.
       -A masz może jakiś kask?
       -Trochę zaufania, przecież się nie zabijemy.
       -Ja bym tam mu nie ufała-odezwała się ciemnowłosa dziewczyna.
       -Martyna, nie strasz jej. Jak już coś chcesz, to załatwimy to we dwoje.
       -Nowa laska, co?
       -Wiesz, że się na razie nie umawiam z dziewczynami.
       -Oj Damianku, ty to zmienny jesteś.
       -Justynka, jedziemy?- spytał.
       -Możemy jechać.
       Wsiadła i objęła go w pasie. Ruszył najpierw polną drogą, a potem ruszył normalną szosą. Widać było, że jest zdenerwowany, jechał szybko, wiatr trzaskał im po uszach i prawie urywał głowę. Jednak ta szybkość dawała jakieś złudzenie wolności…
Zatrzymali się na pięknej, kolorowej polanie, która dawała złudzenie szczęścia, pięknej bańki mydlanej, którą można przebić jednym słowem.
       -Damian, co się dzieje z twoim bratem?
Bańka pękła.
       -Paweł ci coś mówił, tak?- Nie czekając na odpowiedź kontynuował.- Pewnie powiedział ci prawdę, ale kurwa są trzy prawdy-moja prawda, twoja prawda i gówno prawda. A to jest ta trzecia. Mogą sobie pierdolić o Wojtku co chcą, ale on jest zajebisty. I chuj mnie obchodzi, że ćpa. Ja nie jestem lepszy. Ze swojego brata jestem z tego dumny, kurwa on za mną poszedłby do trumny.
       -Nie jesteś lepszy? Kurwa, Damian mam wrażenie jakbym dotychczas żyła w bańce mydlanej i nie wiedziała co się dookoła mnie dzieje.
       -Im mniej wiesz tym lepiej śpisz. Chciałabyś pojechać do Sztachety?
       -Ty tu rządzisz-powiedziała z głośnym westchnieniem.
       Znowu pomknęli drogą. Po jakimś czasie zatrzymali się przed małym, ale zadbanym domkiem, który utrzymany był w dawnym stylu.
       -Kuba się przeprowadził?- spytała, przerywając niezręczną ciszę.
       -No, a nie widać?
Wzruszyła ramionami. Moment później drzwi otworzył im wysoki brunet.
       -Kuba?- spytała, unosząc brwi.
       -We własnej osobie-odpowiedział i gestem, jakby kury zaganiał zaprosił ich do środka.
Weszli do małego, ale przytulnego pokoju.
       -Tyna, opowiadaj. Co tam u ciebie?
       -Opornie, ale układam sobie wszystko od nowa. Nie będę cię zanudzać. A u ciebie?
       -Kurwy, wino i pianino- odpowiedział za niego Damian.
       -Mniej więcej-potwierdził z uśmiechem.-A propos wina, napijecie się czegoś?
       -Justynie tylko przynieś, ja prowadzę.
       -Czy mógłbyś z łaski swojej nie odpowiadać za mnie?
       -Nie żebym się wtrącał, ale i tak nie masz prawka na motor, więc nawet trzeźwość ci nie pomoże. Przyniosę wam- powiedział i wyszedł z pokoju.
       -Sorry Justyna, mam zły dzień.
       -A co się dzieje?
       -W życiu jak w kasynie, jeden wygrywa, a drugi ginie…
Wrócił Kuba, postawił przed Damianem i Justyną szklanki i usiadł.
       -Co to jest?- spytała Justyna, gdy się napiła.
       -To jest coś niezwykłego. Specjalny drink Sztachety- roześmiał się Kuba.
       -Czyli Sprite z wódką-podpowiedział Damian.
       -Nie zdradzaj tajemnic mistrza- roześmiał się Sztachi.- A tak w ogóle Tyna, masz chłopaka?
       -Zaplułem się przez ciebie-powiedział Damian.
       -Takie życie.
       -Damianie, a co w tym takiego zabawnego było. Nie, nie mam.
       -Zajebiście wręcz-powiedział z uśmiechem.- Au!
       -Co się stało?- spytała.
       -Nic. Damian mnie kopnął- odpowiedzieli równocześnie.
       -O co wam chodzi?
       -O nic, Sztacheta ma już dość dziewczyn. To dzięki niemu odkryłem, że nie nadaję się do mat-fizu, nigdy nie byłem w stanie policzyć nawet tych aktualnych.
       -Nie pierdol, ja po prostu raczej nie jestem romantykiem , kocham tylko muzykę
Dziewczynę mam , niestety zawszę inną co weekend. Ale ty mi nie ustępujesz.
         -Też masz co tydzień nową dziewczynę?
         -Nie, ja ostatnio nie chodzę na randki. Sztachi wyrabia za mnie normę.
         -Nowość- roześmiał się Kuba.
         -Jest inaczej niż kiedyś… Kiedyś nie byłem taki jak teraz to i się umawiałem.
         -Damian, co się dzieje?
         -Jak Sztacheta kiedyś całkiem nietrafnie ujął ja nie potrafię kochać… Jedziemy- uciął rozmowę.
         Ta droga była inna… Pełna niedopowiedzeń, napięcia i może też strachy przed tym co wydarzy się dalej. To ich poznawanie się i docieranie, było jednak drogą naznaczoną przeciwnościami i bolesnymi słowami.
         Stanęli pod jej domem.
         -Tyna, przyznam, że czasami czekam na coś co nigdy się nie wydarzy, na niemożliwe. Spędzam całe życie na tym cholernym czekaniu, obiecuję sobie, że zacznę normalnie żyć, za dzień, tydzień, miesiąc rok. Że przestanę czekać i wreszcie zrobię coś ze swoim życiem. Ale nie umiem i choćbym się nie wiem jak starał to zawsze muszę coś spierdolić. Przepraszam Tyna.
                - Damian, ty i ja, wiesz coś wspólnego mamy to dni, tego życia, na które czekamy...
         Zero słów, zero gestów i pragnień. Tylko krzyk, który zakłóciła cisza.
Zewnętrzna cisza, która skrywa wołanie o pomoc.
Pustka miesza się z litrami krwi wyciekającej z przebitego serca. Łaty ponaszywane na głębokie rany na nic się zdają… Są dodatkową zasłoną przed ludźmi. Przed ich idealnie wyprofilowanymi sercami, przed ich wzrokiem przeszywającym całą duszę. A pomóc może tylko człowiek, który równocześnie ma możliwość zadania ran…

czwartek, 10 października 2013

Rozdział I




W nocy padał deszcz. Zmył większość smutku Justyny, pozostawiając jedynie melancholię. Rano świat znów mienił się w barwach zieleni zapowiadając kolejny upalny sierpniowy dzień.

Dziewczyna westchnęła, rozejrzała się po swoim pokoju i zerknąwszy na stos pudeł do rozpakowania opuściła ręce. Jednak zamiast wziąć się do pracy sięgnęła po albumy ze zdjęciami, ślady po jej dawnym życiu. Piętnaście lat. Wszystko i nic.

Niby czas od jej urodzenia do ostatnich dni przed wyjazdem, a tak naprawdę nic.

-Wszystko to bzdury.

-Gadasz ze sobą?- Do pokoju wszedł jej starszy brat, posyłając jej swój firmowy uśmiech.

-Debil.

-To ty ze sobą gadasz.- Ze śmiechem poczochrał ją po włosach i wyszedł z pokoju.

To wszystko nic, bo przecież przez te piętnaście lat nie była cały czas szczęśliwa. A jakoś albumy zawierały tylko radosne wspomnienia, jakby całe jej życie było pasmem radości. Jakby smutek był czymś złym…

Ale czy w życiu chodzi tylko o bycie szczęśliwym? Czy nie chodzi o odczuwanie całej gamy emocji? Smutku, złości, żalu, miłości i nienawiści? Aż wreszcie szczęścia, najzwyklejszego szczęścia.

Przecież przez te wszystkie lata zbliżała się też do brzydoty, biedy i okrucieństwa.

Chodziło jej o to by poznać wszystko, by po prostu żyć…

-Nadal zamulasz?

-Spadaj.

-Idź, przejdź się po osiedlu, tu wszystko zawsze jest jakieś inne. Może nawet lepsze.

-Byłeś już gdzieś?

-Jasne, będzie okej, zawsze to jakaś zmiana, nie? Uśmiechnij się.

Zmusiła się do uśmiechu, chociaż wyszedł z tego bardziej grymas. Ale zza uchylonego okna dolatywał zapach maciejki, który przypominał jej te beztroskie dzieciństwo. Może nie będzie tak źle. A może nawet lepiej. Zacznie żyć od nowa. Z nową etykietką, bez opinii na starcie.

Wyszła z domu i powolnym krokiem podążyła ku osiedlu. Wreszcie weszła na plac zabaw, na którym znajdował się staw. Wprawdzie huśtawka była mokra, ale i tak na niej usiadła. Zamknęła oczy, pozwalając ponieść się jej rytmowi. W górę i w dół, tak jak wtedy, gdy była małą dziewczynką. Wzloty i upadki. Życie to balansowanie na krawędzi między jednym a drugim. Szala wciąż się przesuwa na którąś ze stron.

Odkleiła od huśtawki liść i zerknęła na niego pod światło. Rozświetlone żyłki przypominały jej układ dróg, nowych dróg, które wciąż rozgałęziały się przed nią, a wśród nich była ta najważniejsza, jej życiowa.

Na plac ktoś wszedł, wyraźnie czuła czyjś wzrok na sobie. Podniosła głowę, szedł do niej jakiś chłopak.

-Justyna!

-Damian, jak ja dawno cię nie widziałam.

-Na długo przyjechałaś?- Przeczesał palcami krótkie włosy.

-Raczej tak- poczuła się mniej nieswojo, pomyślała, że będzie nieco mniej obca. Może Paweł miał rację i nie będzie aż tak źle.

-Do końca sierpnia będziesz tu siedzieć? Zajebiście, będzie tak jak kiedyś. Pamiętasz jak się szwendaliśmy bez celu, gdy byliśmy dzieciakami? Wszystko było cholernie proste.

-Tak…- westchnęła- wszystko było cholernie proste. Ale źle mnie zrozumiałeś, zostaję przynajmniej do końca czerwca.

-Coś się stało? Justyna, w chuj się pozmieniało, lat po przybywało, ale możesz mi powiedzieć.

-Tato nie żyje. Nie dalibyśmy rady się utrzymać, wynajęliśmy mieszkanie i przyjechaliśmy tutaj, zamieszkać u babci.

-Sorry, nie wiedziałem. Wiesz, że zawsze możesz do mnie wbić i pogadać czy co tam byś chciała?

-Wiem, Damian, wiem. I dziękuję.

Uśmiechnęła się do niego, ale po chwili jego wzrok już skierowany był ku furtce, przez którą wchodził szczupły blondyn.

-Stary, masz ogień?- Krzyknął.

-Mam.- Chłopak wyciągnął ku niemu zapalniczkę.

-Uratowałeś mnie.

-Maciek to jest Justyna, Justyna to jest Maciek- powiedział wydmuchując dym Damian.

-Miło. Daj mi dwa tygodnie- powiedział Maciek, a Justyna patrzyła raz na jednego, raz na drugiego nie rozumiejąc o co chodzi.

-Ogarnij się.

-Ty chcesz? Spoko.

-Spierdalaj, nawet moja cierpliwość się kiedyś kończy i zapewniam cię, że nie chcesz się o tym przekonać.

Dziewczyna patrzyła raz na jednego, a raz na drugiego nierozumiejącym wzrokiem.

-Chcesz?- Damian wyciągnął w jej stronę do połowy wypalonego papierosa.

Skinęła głową, właściwie czemu nie. Wciągnęła dym do płuc i się zakrztusiła. Chłopak tłumiąc śmiech zaczął klepać ją po plecach.

-Wiedziałem, że nie palisz. Nigdy nie wypaliłaś nawet jednego szluga, nie?

-Widać, że nie stąd.- Maciek z kpiącym uśmiechem obrzucił dziewczynę spojrzeniem od góry do dołu.

-Nie kazałem ci przypadkiem spierdalać?- wycedził przez zęby Damian.

-Bez nerwów, robi się.- Chłopak odwrócił się na pięcie i ruszył do wyjścia.

-Nie, nie paliłam.

-Daj, nauczę cię. Na początek wciągaj tak, jakbyś nabierała powietrza przed nurkowaniem i wypuszczasz.

Znowu zaczęła kasłać.

-Nie umiem.
- Wciągnij dym, przytrzymaj kilka sekund i odetchnij normalnie jak oddychasz, i go wypuść, ale nie połykaj- spojrzał na nią i uśmiechnął się.- Moja krew.
Usiadła koło niego na trawie i oparła się o niego plecami. Wszystko było jak kiedyś. Były wakacje, siedzieli razem i patrzyli w niebo. Chociaż równocześnie nic nie było takie jak dawniej… Byli starsi, bardziej przez życie doświadczeni, na swoje sposoby poranieni… Tylko stan w ich głowie był taki jak kiedyś.
-O czym myślisz?- spytała.
-O tym, że chciałbym tak siedzieć i łapać chwile ulotne jak ulotka…
-Ulotne chwile łapać jak fotka-uśmiechnęła się.-Właściwie dlaczego nie?

-Ależ owszem, czemu nie, Damianowi też coś od życia należy się. Ale wszystko ma swoje priorytety niestety, wady no i na szczęście też zalety. A ty, o czym myślałaś?

-O życiu, jego sensie. Wszystkim i niczym.

-Lubisz filozofować. Życie to nic innego jak balans na równoważni- smutek i szczęście. A sensem jest żyć przeciw wszystkiemu co chce nas pokonać…

-Poeta-roześmiała się.

wtorek, 8 października 2013

Od autorki


Pierwsze doznania są ważne, a może nawet najważniejsze. Gdy spotykasz kogoś po raz pierwszy, istnieją jeszcze wszystkie możliwości. Możesz odkryć wszystkie karty lub zgrywać kogoś kim nie jesteś. W kontaktach z ludźmi wszystko zależy od ciebie. Inaczej jest z myślami, podświadomością… Kres możliwości tworzy głowa, a nie ciało, jeśli miałeś wątpliwości…

W większym lub mniejszym stopniu myśli oddziałują na twoje życie… Mogą ci dać nadzieję, ale też zniszczyć.

Z nimi nie wygrasz i choć może umiesz pływać to w nich utoniesz jak chłystek, one tylko z twoją głową prowadzą dziwny biznes… Chcą byś się poddał, oddał im duszę, a sam upadł na kolana… I może od mojego gadania już boli cię bania, ale one wrócą, będą cię ganiać…



Potem będzie już inaczej. Już nigdy nie wrócisz do przeszłości, nie zmienisz pierwszego wrażenia. Ale czy to znaczy, że nie zmienisz siebie? Nie staniesz się nagle dobry czy też zły. To tylko złudzenia tak jak czerń i biel. Zatracamy się w miliardach szarości. Staramy się zmienić swój odcień na choć ton jaśniejszy…

Chcę ci opowiedzieć o prawdziwym świecie, w którym szczerość więdnie, a kłamstwo trzyma w szponach. Wokół czają się fałsz i zdrada, a najważniejszej prawdy używa się oszczędnie…

Pragnę przekazać ci historię o tym, że nawet wtedy, kiedy stoisz pod ścianą warto wierzyć, że żeby być kimś trzeba być sobą, jak i w dary ślepego losu. ..

Po prostu uwierzyć…