Jasne
promienie słońca wpadły przez zasłony do pokoju Justyny oznajmiając nowy dzień.
Chociaż może czasami zdarzały jej się chwile pełne melancholii, a nawet
zwątpienia to tego dnia wstała w wyjątkowo dobrym humorze. Zeszła do kuchni,
gdzie już krzątała się jej babcia.
-Zjadłabyś naleśników kochanie? Zawołaj
Pawełka.
W tym momencie do kuchni wszedł
„Pawełek”, chłopak o wzrośnie nieco ponad metr dziewięćdziesiąt.
-Cześć- powiedział zaspanym głosem,
przeciągając się przy tym.
-Hej. Nie słyszałam jak wczoraj wróciłeś.
Wiecznie na przypale, braciszku.
-Cii, był niezły balet u Damiana. Tylko
teraz łeb mi pęka.
-Kac morderca nie ma serca, co?- Próbowała
ukryć zakłopotanie, nawet nie wiedziała, że Damian robi imprezę.
-Proszę.-Babcia postawiła przed nimi
talerz cudownie pachnących naleśników i wycofała się z kuchni.
-Jaki znowu kac. A tak w ogóle widziałaś
w te wakacje Wojtka?
-Nie, jakoś tak się nie złożyło. W sumie
to z Damianem albo nad stawem siedziałam albo gdzieś szliśmy.
-Mówię ci, wrak człowieka. On się już
stacza, skóra i kości. W sumie nie wiem co on ćpa, ale to go już wykańcza.
Zapatrzyła się tępo w szklankę z sokiem.
Wiedziała, że Wojtek eksperymentował, ale to było dawno, ona zapomniała… A z
Damianem takich tematów nie poruszali.
-Paweł, możesz mi powiedzieć jedno?
Dlaczego?
-Tyna, ja nie wiem. Marihuana nie uzależnia, ona tylko
przyzwyczaja. Nawet nie wiesz kiedy staje się twoją przyjaciółką, siostrą,
jedną z najlepszych rzeczy w twoim życiu. Wiesz, że poradzisz sobie bez niej,
że możesz ją wyrzucić ze swojego życia, ale nie chcesz. Tylko potem ona może
przestać wystarczać, pojawia się jakaś chęć spróbowania czegoś mocniejszego, bo
co mnie nie zabije to mnie wzmocni.
-Paweł,
odpowiesz mi szczerze? A ty jarasz?
-Wiesz,
że zawsze cię uczyłem, żebyś nie zadawała pytań, na które nie chcesz znać
odpowiedzi.-Na chwilę obydwoje zamilkli.-Damian prosił, żeby ci przekazać,
żebyś przyszła nad staw.
Zostawiła
jedzenie i wybiegła z domu, starając się zostawić za sobą wszystkie emocje.
Już tam był, czasami odnosiła wrażenie, że nic
innego nie robił, tylko był i czekał.
-Siemanko,
wcześnie wstałaś. Mam dla ciebie niespodziankę, chodź.-Chwycił ją za rękę i
zaczął prowadzić w stronę krzaków, gdzie stał imponujący motor.
-Ty w
ogóle umiesz tym jeździć? Zastanów się trochę.
-Umiem
kocie, chodź.
-A masz
może jakiś kask?
-Trochę
zaufania, przecież się nie zabijemy.
-Ja bym
tam mu nie ufała-odezwała się ciemnowłosa dziewczyna.
-Martyna,
nie strasz jej. Jak już coś chcesz, to załatwimy to we dwoje.
-Nowa
laska, co?
-Wiesz,
że się na razie nie umawiam z dziewczynami.
-Oj
Damianku, ty to zmienny jesteś.
-Justynka,
jedziemy?- spytał.
-Możemy
jechać.
Wsiadła
i objęła go w pasie. Ruszył najpierw polną drogą, a potem ruszył normalną
szosą. Widać było, że jest zdenerwowany, jechał szybko, wiatr trzaskał im po
uszach i prawie urywał głowę. Jednak ta szybkość dawała jakieś złudzenie
wolności…
Zatrzymali się na pięknej, kolorowej polanie, która
dawała złudzenie szczęścia, pięknej bańki mydlanej, którą można przebić jednym słowem.
-Damian,
co się dzieje z twoim bratem?
Bańka pękła.
-Paweł
ci coś mówił, tak?- Nie czekając na odpowiedź kontynuował.- Pewnie powiedział
ci prawdę, ale kurwa są trzy prawdy-moja prawda, twoja prawda i gówno prawda. A
to jest ta trzecia. Mogą sobie pierdolić o Wojtku co chcą, ale on jest
zajebisty. I chuj mnie obchodzi, że ćpa. Ja nie jestem lepszy. Ze swojego brata jestem z tego dumny, kurwa on za mną poszedłby
do trumny.
-Nie
jesteś lepszy? Kurwa, Damian mam wrażenie jakbym dotychczas żyła w bańce
mydlanej i nie wiedziała co się dookoła mnie dzieje.
-Im
mniej wiesz tym lepiej śpisz. Chciałabyś pojechać do Sztachety?
-Ty tu
rządzisz-powiedziała z głośnym westchnieniem.
Znowu
pomknęli drogą. Po jakimś czasie zatrzymali się przed małym, ale zadbanym
domkiem, który utrzymany był w dawnym stylu.
-Kuba
się przeprowadził?- spytała, przerywając niezręczną ciszę.
-No, a
nie widać?
Wzruszyła ramionami. Moment później drzwi otworzył
im wysoki brunet.
-Kuba?-
spytała, unosząc brwi.
-We
własnej osobie-odpowiedział i gestem, jakby kury zaganiał zaprosił ich do
środka.
Weszli do małego, ale przytulnego pokoju.
-Tyna,
opowiadaj. Co tam u ciebie?
-Opornie,
ale układam sobie wszystko od nowa. Nie będę cię zanudzać. A u ciebie?
-Kurwy,
wino i pianino- odpowiedział za niego Damian.
-Mniej
więcej-potwierdził z uśmiechem.-A propos wina, napijecie się czegoś?
-Justynie
tylko przynieś, ja prowadzę.
-Czy
mógłbyś z łaski swojej nie odpowiadać za mnie?
-Nie
żebym się wtrącał, ale i tak nie masz prawka na motor, więc nawet trzeźwość ci
nie pomoże. Przyniosę wam- powiedział i wyszedł z pokoju.
-Sorry
Justyna, mam zły dzień.
-A co
się dzieje?
-W
życiu jak w kasynie, jeden wygrywa, a drugi ginie…
Wrócił Kuba, postawił przed Damianem i Justyną
szklanki i usiadł.
-Co to
jest?- spytała Justyna, gdy się napiła.
-To
jest coś niezwykłego. Specjalny drink Sztachety- roześmiał się Kuba.
-Czyli
Sprite z wódką-podpowiedział Damian.
-Nie
zdradzaj tajemnic mistrza- roześmiał się Sztachi.- A tak w ogóle Tyna, masz
chłopaka?
-Zaplułem
się przez ciebie-powiedział Damian.
-Takie
życie.
-Damianie,
a co w tym takiego zabawnego było. Nie, nie mam.
-Zajebiście wręcz-powiedział z
uśmiechem.- Au!
-Co się stało?- spytała.
-Nic. Damian mnie kopnął- odpowiedzieli
równocześnie.
-O co wam chodzi?
-O nic, Sztacheta ma już dość dziewczyn.
To dzięki niemu odkryłem, że nie nadaję się do mat-fizu, nigdy nie byłem w
stanie policzyć nawet tych aktualnych.
-Nie pierdol, ja po prostu raczej nie jestem romantykiem , kocham tylko
muzykę
Dziewczynę mam , niestety zawszę inną co weekend. Ale ty mi nie ustępujesz.
Dziewczynę mam , niestety zawszę inną co weekend. Ale ty mi nie ustępujesz.
-Też masz co tydzień nową dziewczynę?
-Nie, ja ostatnio nie chodzę na randki.
Sztachi wyrabia za mnie normę.
-Nowość- roześmiał się Kuba.
-Jest inaczej niż kiedyś… Kiedyś nie
byłem taki jak teraz to i się umawiałem.
-Damian, co się dzieje?
-Jak Sztacheta kiedyś całkiem
nietrafnie ujął ja nie potrafię kochać… Jedziemy- uciął rozmowę.
Ta droga była inna… Pełna
niedopowiedzeń, napięcia i może też strachy przed tym co wydarzy się dalej. To
ich poznawanie się i docieranie, było jednak drogą naznaczoną przeciwnościami i
bolesnymi słowami.
Stanęli pod jej domem.
-Tyna, przyznam, że czasami czekam na
coś co nigdy się nie wydarzy, na niemożliwe. Spędzam całe życie na tym
cholernym czekaniu, obiecuję sobie, że zacznę normalnie żyć, za dzień, tydzień,
miesiąc rok. Że przestanę czekać i wreszcie zrobię coś ze swoim życiem. Ale nie
umiem i choćbym się nie wiem jak starał to zawsze muszę coś spierdolić.
Przepraszam Tyna.
-
Damian, ty i ja, wiesz coś wspólnego mamy to dni, tego życia, na które
czekamy...
Zero
słów, zero gestów i pragnień. Tylko krzyk, który zakłóciła cisza.
Zewnętrzna cisza, która skrywa wołanie o pomoc.
Pustka miesza się z litrami krwi wyciekającej z
przebitego serca. Łaty ponaszywane na głębokie rany na nic się zdają… Są
dodatkową zasłoną przed ludźmi. Przed ich idealnie wyprofilowanymi sercami,
przed ich wzrokiem przeszywającym całą duszę. A pomóc może tylko człowiek,
który równocześnie ma możliwość zadania ran…
Zewnętrzna cisza, która skrywa wołanie o pomoc.
Bardzo ciekawy rozdział :-). Ewidentnieten Damian się w niej buja:p
OdpowiedzUsuńMam nadzieje ze pojawi sie nowy rozdział :-)
Pozdrawiam Adusia